top of page


12 listopada 2018
– Jak oni tam mają tę regułę milczenia i nie używają kompów, to ciekawe jak się z nimi umówisz? – zagadnąłem Karniaka. – Przez telefon nie pogadasz, maila nie odbiorą, telegramy właśnie poczta zlikwidowała, list będzie szedł długo, a i na odpowiedź trochę poczekamy, jeżeli nie zaginie gdzieś po drodze. Może wyślij gołębia.
1 kwi3 minut(y) czytania


11 listopada 2018
Wyciągnąłem rodzinę na marsz niepodległości. Wziąłem ich ze sobą, żeby mi przypadkiem do łba nie strzeliło wkręcić się, zgodnie z wyobraźnią Karniaka, pomiędzy tęczowych. Jak na spolaryzowane społeczeństwo, to ludziska całkiem dobrze się bawili. Reprezentanci najróżnorodniejszych grup od prawa do lewa i z powrotem, od Sasa do Lasa, od Annasza do Kajfasza i jeszcze hopsasa, z rozradowanymi gębami czcili święto odzyskania niepodległości przez Najjaśniejszą i ani myśleli o brani
25 mar3 minut(y) czytania


10 listopada 2018
Wylądowaliśmy w „Śledziku”. Zamówiliśmy do stolika pół litra czystej, takiej zimniuuutkiej, wodę z cytryną i na zagrychę tatara. Mój ośrodek przechowywania pamięci w podstarzałym płacie potylicznym wzdrygał się, co prawda, na wspomnienie tatarów z dawnych lat, takich ze śmierdzącym jajem (fujjj!), ale w „Śledziku” jakość podawanego surowego, mielonego mięsa wołowego, z ogóreczkiem kiszonym, z cebulką i z surowym jajeczkiem, jest po prostu świetna. I zawsze go zamawiam pod wód
18 mar7 minut(y) czytania


27 lipiec 1963
Kazimierz Sowa pracował w porcie przy przeładunkach worków z paszą. Kiedy podjeżdżał pociąg, dokerzy tacy jak on, wyładowywali worki z wagonów i przygotowywali je do załadunku na statki, wykonywane z kolei przez dźwigi. Pan Kazimierz był wdowcem z dwiema córkami. Żona zmarła przy porodzie drugiej dziewczynki. Jak to w powojennych czasach z rodzinami bywało, rzadko komu pozostała pełna familia. Kazimierz i jego żona byli powojennymi sierotami i po stracie małżonki chłop nie mi
11 mar3 minut(y) czytania


10 Listopada 2018
Pani Jowita Wieniawa z domu Racławska przybyła punktualnie o 12.00. Od razu było czuć wyższe sfery. Zapach drogich perfum rozsiewał się po całej komendzie, zazwyczaj przesyconej smrodem potu złachanych stróżów prawa, goniących w swojej codzienności za bandziorami. Te ostatnie indywidua, też zazwyczaj nie należały do klubu dżentelmenów i gdy lądowały na komendzie, to wraz z nimi lądował tu menelski odór niemytych ciał, niepranych ciuchów i przetrawionego denaturatu.
4 mar8 minut(y) czytania


20 marzec 2015
Helena spotkała Marię kilka lat temu na hali targowej, na stoisku z rybami. Rozpoznała w niej dziewczynę z koloni letnich, z lat młodości. Z tych koloni. Niektórzy ludzie z wiekiem oprócz zmarszczek i ogólnej starości nie zmieniają się i można ich poznać nawet po kilkudziesięciu latach niewidzenia. Taka była Helena i taką też okazała się być Maria.
18 lut3 minut(y) czytania


9 listopada 2018
Na wydziale wiadomość o śmierci profesora wywołała przygnębienie. Zazwyczaj wszyscy lubili tutaj staruszka. Dzielił swój pokój z panią docent od ortografii oraz ze swoim asystentem. Wśród licznych słowników, leksykonów, ksiąg o języku i tego typu innych wydawnictw, nie było pozycji przypominającej okładką tych z regału w domu przy ulicy Urszulanek. Przyjęliśmy założenie, że brakujący wolumin pochodzi z serii wydawniczej i wyglądem okładki przypomina pozostałe. Tak też twierdz
11 lut5 minut(y) czytania


7 listopada 2018
Przeskoczył przez płot ogrodzenia domu profesora bez większych trudności. Był młody, wysportowany. Wcześniej rozejrzał się dookoła i upewniwszy się, że nikt go nie widzi, a przynajmniej on nikogo nie widział, śmignął na drugą stronę ogrodzenia. Trochę czasu zajęło mu zdobycie kluczy. I teraz wyczuwał ich ciężar w kieszeni kurtki. Na dłoniach miał założone dwie pary rękawiczek: chirurgiczne i skórzane. Chirurgiczne kupił dawno temu w sklepie medycznym, skórzane – wczoraj na ha
4 lut3 minut(y) czytania


„Śmierć po latach dopada zakonnika nad grobem rodziców. Nie oszukasz przeznaczenia.”
W samochodzie naszedł mnie nastrój refleksyjny nad społeczeństwem naszym ukochanym. Wczoraj wieczorem, wyprowadzając psa, zauważyłem na trawniku przed jedną wspólnotą mieszkaniową tabliczkę o treści: „Twój pies, Twoja kupa.” I doznałem wreszcie satysfakcji, że jednak ktoś dba o morale naszego społeczeństwa, o odruch empatii i myślenia o drugim człowieku. Taka tabliczka zmusza tych co nie zbierają odchodów pupilka do zadumy nad tym, że nie można myśleć tylko o sobie, ale trzeb
28 sty7 minut(y) czytania


9 listopada 2018
Usiedliśmy od rana nad sprawą mnicha. Przejrzeliśmy zdjęcia z miejsca zbrodni, poczytaliśmy pierwsze zeznania jedynego świadka i odkrywcy zwłok: niejakiego Majchrzaka. Oprócz tego, że narzędziem zbrodni był prawdopodobnie bagnet lub inny podobny długi nóż, nie mieliśmy zupełnie nic. U profesora chociaż namacalnie był przedmiot, którym posłużył się zabójca, tutaj było jedynie przypuszczenie. Mogliśmy też jedynie domniemywać, że morderca oderwał od różańca mnicha krzyżyk i go z
21 sty2 minut(y) czytania


Pani Skaner
Przywieźliśmy panią Marię do willi profesora. Po drodze uczuliliśmy ją, żeby starła się na spokojnie porównać aktualny obraz poszczególnych pomieszczeń z obrazem jaki ma w pamięci z ostatniej wizyty w domu pracodawcy. Sami ustaliliśmy z Karczem, że dyskretnie będziemy obserwować zachowanie pani Biernat, bo mimo wszystko nie wypadła z kręgu podejrzanych. Co prawda postura kobiety nie pozwalała przypuszczać, że byłaby w stanie śmiertelnie rozwalić komuś głowę, ale w historii kr
15 sty3 minut(y) czytania


Kolejny fragment "Wiadra boleści"
Helena stała w zadumie nad mogiłą córki. Przychodziła na jej grób prawie codziennie. Żal po stracie ukochanego dziecka tak bardzo wypełniał jej życie i dom, że nie mogła usiedzieć spokojnie w czterech kątach, nie myśląc o Grażynce. To niesprawiedliwe, że rodzice przeżywają swoje dzieci. Tak nie powinno być. Miała kłopoty z zajściem w ciążę. Dopiero po kilku latach, kiedy już z Henrykiem stracili całkowicie nadzieję, nagle okazało się, że stał się cud. Grażynka urodziła się ta
8 sty3 minut(y) czytania


Ostatni fragment w tym roku!
Stary Kaszub, Gerard Dynia, dwie prześliczne córki miał, jedną wołał Genowefą, drugą zaś Gertrudą zwał. Żona zwała się Gizela. Synów Kaszub miał zaś trzech: pierwszy Gwidon, drugi Gustaw, a najmłodszy zaś był Grzech. Dzieci szybko dorastały, lecz nie chciały ruszać w świat, więc budował obok ojca swą chałupę każdy brat. Córki Kaszub wydał za mąż. Z każdą córką jeden zięć, też przy ojcu pozostali. Nowych chałup było pięć. Że tradycję zaś rodzinną każde z dzieci trzymać chce, w
31 gru 20255 minut(y) czytania
bottom of page
.png)