top of page

11 listopada 2018

  • 25 mar
  • 3 minut(y) czytania

Wyciągnąłem rodzinę na marsz niepodległości. Wziąłem

ich ze sobą, żeby mi przypadkiem do łba nie strzeliło

wkręcić się, zgodnie z wyobraźnią Karniaka, pomiędzy

tęczowych. Jak na spolaryzowane społeczeństwo, to ludziska

całkiem dobrze się bawili. Reprezentanci najróżnorodniejszych

grup od prawa do lewa i z powrotem, od Sasa do

Lasa, od Annasza do Kajfasza i jeszcze hopsasa, z rozradowanymi

gębami czcili święto odzyskania niepodległości

przez Najjaśniejszą i ani myśleli o braniu się za łby. I tak

aż na 99% obszaru będącego w granicach naszej ziemi

ojczystej. Można? Można. Po marszu zapełniały się kafejki,

puby, restauracje i ustawiały kolejki po rogale marcińskie.

Słodkie.

I naszła mnie refleksja nad stanem tegoż narodu, który

politycy i dziennikarze chyba specjalnie dzielą w swoich

wypowiedziach, czy wypocinach ukazujących się na najróżniejszych

łamach. Naród, który w obliczu zagrożenia

potrafi (przynajmniej jak do tej pory tak było) jednoczyć

się i pomimo różnic ideologiczno-światopoglądowych

stanąć ramię w ramię do bitwy przeciwko wrogom ojczyzny.

Naród z tradycją walki o wolność i niezależność,

który wreszcie pozbył się piętna poddaństwa, rozbiorów

i okupacji, który może wreszcie oddychać pełną, swobodną

piersią. Czy ten naród zasługuje na to czego teraz

doświadcza?

Czy brak pęt i ciemiężcy zewnętrznego powoduje

w tym walecznym narodzie autoagresję? Czy doświadczenia

historyczne nie nauczyły niczego tych dziwnych

ludzi zamieszkujących obszar nad Wisłą pomiędzy Odrą

a Bugiem, nie pokazały, że wewnętrzne waśnie prowadzą

do osłabienia ich państwa, ich pozycji międzynarodowej

i wykorzystania tego przez siły zewnętrzne? Co jest powodem

takiej postawy? Co nakręca „We the People ” do

burżua kontra kmiot? A może rzeczywiście ta walka klas

jest przez kogoś świadomie podsycana, ba, nawet wywoływana?

Czy ludzie palący cygara w zaciszu gabinetów

i słuchający Chopina, naprawdę nie mogą dogadać się

z fanami disco polo, zażerającymi się na festynach kiełbasą

z grilla maczaną w musztardzie?

I tu samo na myśl przychodzi drążące od wieków

ludzkość pytanie: „Kto za tym stoi”? I kolejne, niemniej

istotne i pojawiające się zazwyczaj w burzliwych dyskusjach,

toczonych wśród przedstawicieli wszystkich klas

społecznych, na różnych poziomach inteligencji, w czasie

przeróżnych spotkań, jak też indywidualnych rozważań:

„Ale o co chodzi”?

Czy jest to wynik jakiejś ukrytej walki światopoglądowo-

klasowej, czy zwykła ludzka głupota, sterowana i podsycana

przez grupy polityków i politykierów uzurpujące

sobie prawo do „mądrości” i jedynie słusznych poglądów?

A może jest to zwykły mecz dwóch drużyn o wieczne posiadanie

pucharu przechodniego i bezrefleksyjna walka

ogłupiałych kiboli tychże drużyn ze sobą w imię ukochanego

zespołu, za którym choćby i w ogień…?

Ale co dalej?...

Bez wódki nie rozbieriosz.


Po szczeblach kariery zasuwał nieszczery, z fałszywym uśmiechem na twarzy.

Miał w dupie maniery. Do jasnej cholery, o stołku najwyższym on marzył.

Niestety, ten stołek mu stanął jak kołek i nie wlazł na niego biedaczek.

„To miał być wierzchołek, a wyszedł pachołek”. Jak zbity się poczuł chłopaczek.

„Ciut mniejsze siedzisko, to przecież nie wszystko, co pragnę od losu otrzymać,

mam przecież nazwisko, nie spocznę tak nisko, dla celu dam się i wydymać.”

I słowa dotrzymał. Lecz najpierw wydymał, tych wszystkich co w niego wierzyli.

On niczym puginał opornych wycinał, był ostry jak papryczka chili.

Szedł tak jak tsunami, aż grunt pod nogami mu zaczął za bardzo się palić.

Pracował latami, by swymi czarami móc teraz swą dupę ocalić.

Znów głupot nagadał, bzdur naopowiadał i znowu się kłamstwem wybielił.

Na innych zło składał, nad losem swym biadał… I czym prędzej zwiał do Brukseli.


I przyszedł ten drugi, malutki, niedługi. I swoje wyłożył karcięta.

Obietnic lał strugi, nagradzał zasługi. Lecz także zniewagi pamiętał.

Choć głupoty bredzi, przychylność gawiedzi uzyskał rozdając mamonę.

Nieprzychylnych śledzi i ciągle się biedzi jak na swą przeciągnąć ich stronę.

Tak prawo nagina, że być może finał tych działań niedobrze się skończy,

lecz skutku przyczyna się w wizji zaczyna: „Kraj miodem i mlekiem płynący,

kraj węgla i stali…” Czyżbyśmy to znali? Czy tego już kiedyś nie było?

Ukryty socjalizm? To raczej już grali. I wiemy jak to się skończyło.


Czy ludu z nad Wisły otwarte umysły straciły rozumne spojrzenie?

Komórki wam skisły? Nadzieje zaś prysły na inne normalne rządzenie?

Czy mały, czy rudy w krainę ułudy wciągają nasz naród świadomie,

a my małpoludy te tony obłudy łykamy tak bardzo łakomie.

Bo kto ich przekrzyczy?, Bo kto ich rozliczy?, Kto STOP powie chłopcom nareszcie?

Czy to ich dotyczy, że zasną na pryczy w najlepiej strzeżonym areszcie?


Narodzie bezumny, tę drogę do trumny opuścić natychmiast nam trzeba.

Byś stojąc tu tłumny mógł z siebie być dumny.


Co z igrzysk, gdy nie będzie chleba?

bottom of page