12 listopada 2018
- 2 dni temu
- 3 minut(y) czytania
– Jak oni tam mają tę regułę milczenia i nie używają
kompów, to ciekawe jak się z nimi umówisz? – zagadnąłem
Karniaka. – Przez telefon nie pogadasz, maila
nie odbiorą, telegramy właśnie poczta zlikwidowała, list
będzie szedł długo, a i na odpowiedź trochę poczekamy,
jeżeli nie zaginie gdzieś po drodze. Może wyślij gołębia.
– Co szefa ugryzło?
– A, bo tak pięknie mi się wczoraj układał dzień. Ja wspólnie
z narodem w marszu miłości do Rzeczypospolitej. Prawie jak
za komuny na pochodach pierwszomajowych. Machanie
łapkami, transparenty, młodzież, kombatanci, spiker
zapowiadający kto przechodzi przed trybuną, po prostu
sentymentalny powrót do dawnych lat. Bajka. I jak już
wróciłem do domu, to coś mnie, kurwa, podkusiło, żeby
włączyć telewizję. Dalej to ci chyba nie muszę mówić?
– No nie, nie musi szef. Pewnie polityka?
– Dalej, kurwa, bajkowy świat – bajkopisarze i pokemony…
”Potwory i Spółka” kontra „Parada Oszustów”.
Ale nie oto, nie oto, nie oto… Zadzwoń do tych kamedułów
i umów się na spotkanie z przeorem jakoś tak
w miarę szybko. Wyślij Grabowskiego do archiwum,
niech pogrzebie za tym Kaliszukiem. Ja wiem?, może
niech zacznie od sześćdziesiątego. Ile lat wtedy miał
Horacy?
– Teraz miał 75, to w sześćdziesiątym miał 17.
– Czyli mógł już pójść siedzieć do mamra, a nie do poprawczaka.
No to niech zacznie od pięćdziesiątego dziewiątego.
– Okej.
Jak miałem ochotę na dobrą kawę to szedłem do pobliskiego
hotelu Hotton. W porównaniu do naszej kawusi ta
tutaj to niebo w gębie. Jak chciałem w spokoju pomyśleć
brałem tor na kręgielni i rzucałem do kręgli jakbym strzelał
do bandziorów.
– Idę na kawę, ty dzwoń do przeora i pytaj od razu o ojca
Mateusza. Niech ci powie na cito kto zadźgał Horacego. Dla
niego to pryszcz wytropić mordercę. Czterdzieści minut,
czyli jeden odcinek i masz podanego na tacy. A nie, się tu
męczymy, proszę ja ciebie, już któryś dzień i dupa, a nie
sprawca trupa.
Wszedł komendant.
– Nałęcz, jak postępy? – rzucił w progu.
Jeszcze tego tu, kurwa, brakowało.
– Idziemy jak burza panie komendancie. – odrzekłem
– Ja grzmię na Karniaka, Karniak grzmi na Grabowskiego,
a potem, jak to w czasie czarnej burzy z urwaniem ch…
mury, lejemy na wszystko. A propos najczarniejszej – to
właśnie w takiej dupie jesteśmy, ale mamy parcie na wydostanie
się przez otwór odbytniczy na światło dzienne.
– Nałęcz, trochę więcej szacunku dla przełożonego. Jak
pytam cię o postępy, to nie udawaj, że słyszysz tylko końcówkę
„tępy” i takiego nie świruj. Macie już coś?
– Przesłuchaliśmy córkę pana profesora, ale z tego nic
nie wynikło, bo ona nie pałała za bardzo do tatusia i rzadziutko
go odwiedzała, więc za bardzo nam nie pomoże.
Siedzi z hrabią Wieniawą w tym swoim podpoznańskim
pałacu i wybłyszcza złote klamki. Chyba się cieszy, że ojczulek
zszedł był przed stetryczeniem, bo ma problem z głowy,
ale chyba na pewno nie ma nic wspólnego z jego zejściem.
Stary zrobił skwaszoną minę, jakby właśnie wypił szklankę
soku z cytryny.
– W piątek zwiedzaliśmy posiadłość rodową Racławskich
– ciągnąłem – wyposażeni w skaner z elektroniczną pamięcią,
czyli z panią sprzątaczką. Wiemy już jaką księgę ze zbiorów
profesora wcięło, wiemy, że nie zginęło nic więcej i że
nad akademikiem zawisło fatum w postaci figurki dziecka
z wiadereczkiem, którą dostał w łeb. Czy pan komendant
jako znajomy profesora wie może, czy tenże nie miał jakiś
zatargów w przeszłości z innymi pracownikami uczelni?
Może się chwalił przy wódeczce?
– Nie, nie przypominam sobie. Popytajcie raczej na
uczelni. Profesor nie należał do tych co chwalą się takimi
sprawami.
– Taki mamy zamiar kierowniku. Połazimy po wydziale,
popytamy, przyciśniemy, wyciśniemy, no i wnioski wyciągniemy.
Oczywiście o sukcesach w te pędy zameldujemy.
– Oczywiście – komendant obrócił się na pięcie i ruszył
do wyjścia. Zatrzymał się w progu, odwrócił i wypalił:
– I zapamiętaj Nałęcz, że nie ma czegoś takiego jak „chyba
na pewno”. Albo „chyba”, albo „na pewno”. Jedno wyklucza
drugie. Wyciągnij jakieś wnioski z faktu, że masz okazję
poruszać się wśród wybitnych językoznawców i przyswój
trochę wiedzy. Będziesz bardziej elokwentny. Chociaż,
prawdę powiedziawszy, to tych twoich gadek ani poprawność
językowa, ani wyszukane słowa nie podrasują.
I wyszedł.
– Idę na kawę – zwróciłem się znów do Karniaka – a ty
dzwoń do przeora i pytaj od razu o ojca Mateusza.
I wyszedłem.
.png)
