Pani Skaner
- 15 sty
- 3 minut(y) czytania
Przywieźliśmy panią Marię do willi profesora. Po drodze
uczuliliśmy ją, żeby starła się na spokojnie porównać aktualny
obraz poszczególnych pomieszczeń z obrazem jaki
ma w pamięci z ostatniej wizyty w domu pracodawcy. Sami
ustaliliśmy z Karczem, że dyskretnie będziemy obserwować
zachowanie pani Biernat, bo mimo wszystko nie wypadła
z kręgu podejrzanych. Co prawda postura kobiety nie pozwalała
przypuszczać, że byłaby w stanie śmiertelnie rozwalić
komuś głowę, ale w historii kryminalistyki nie takie
przypadki bywały. Była więc na liście, ale ze wskazaniem,
że głównej roli w naszym przestępczym serialu jednak nie
dostanie. Pani Maria tak się przejęła naszymi uwagami, że
po wejściu do holu zaczęła po prostu skanować wzrokiem
przestrzeń przed sobą. Poruszała się powoli, powoli też obracała
głowę to w prawo, to w lewo, niczym robot humanoidalny.
Czekaliśmy, aż zacznie mówić jak cyborg. Nic z tego.
Bez słowa przeszła przez holl i skierowała się do gabinetu.
I proces skanowania zaczął się od nowa. Nie wiedziałem,
czy można jej przerywać, czy lepiej dać skończyć zadanie
w skupieniu. Karniak też się nie odzywał. Pani Maria zeskanowała
profesorski gabinet.
– Tu brakuje jednej książki – powiedziała. – Siódmego tomu
słownika języka polskiego pod redakcją Doroszewskiego.
Zaskoczyła nas. Skaner zadziałał. W najśmielszych oczekiwaniach
nie przypuszczaliśmy, że starsza pani wykaże się
fotograficzną pamięcią i jeszcze będzie dokładnie wiedziała
jaki tytuł i autor zniknął z półki.
– Do biurka nigdy nie zaglądałam, więc tu nie pomogę.
Nigdy wcześniej nie widziałam tylko tego zegarka – wskazała
ręką na leżący na blacie stary kieszonkowy chronometr.
– Pójdę teraz do kolejnych pomieszczeń, ale pamiętajcie
panowie, że mam wam później powiedzieć coś, co mi się
przypomniało o tej figurce, co stała tu zakrwawiona – rzekła
wskazując na biurko.
W ciągu dwóch godzin pani Biernat skanowała kolejne
pomieszczenia w domu profesora. Po przejściu każdego
z nich zatrzymywała się i oznajmiała, że jej zdaniem nic
nie zginęło, ale nie da za to głowy, bo jest już stara i może
się równie dobrze mylić, chociaż wydaje jej się, że nie pomyliła
się.
Jednak cyborg – pomyślałem po dziewiątym pomieszczeniu
i tej samej formułce wydobywającej się z ust kobieciny.
Zwiedzaliśmy za panią Marią dół, górę i piwnicę. Wróciliśmy
do holu.
– To teraz, pani Mario, – zagadnąłem – proszę nam powiedzieć
to, o czym pani mówiła w gabinecie.
– W domu w środę nie mogłam zasnąć. Rozmyślałam
o biednym panu profesorze i tak sobie przypomniałam, że tę
figurkę, którą został uderzony, to profesor dostał jakieś kilka
miesięcy temu pocztą od nieznanego nadawcy. Nawet mnie
pytał, czy przypadkiem nie ja zamówiłam na jego adres tej
przesyłki. Był zdziwiony, ale spodobała mu się i ją zatrzymał,
tym bardziej, że paczka była adresowana do niego. Adres
był wypisany kształtnymi literami, tak jakby pisany kobiecą
ręką. Pomyślał, że to może córka mu przysłała i miał do niej
dzwonić, a później mi powiedział, że to nie od pani Jowity.
Mówię to, bo tak sobie pomyślałam, że może jakby tej figurki
wtedy nie zostawił, albo schował gdzieś w piwnicy, a nie
wystawiał na biurku, to by żył, a tak przyniosła mu pecha.
To tyle – zakończyła wypowiedź.
– Rozumiem, że więcej profesor nie mówił do pani nic
o tej figurce? – wtrącił Karniak.
– Nie, już więcej nie rozmawiał ze mną na ten temat.
Zresztą, zazwyczaj ja sprzątałam kiedy profesora nie było
w domu, tylko czasami się zdarzało tak, że był. Ale rzadko.
Wtedy profesor ze mną chwilę rozmawiał przed i po mojej
pracy. I tyle.
Odwieźliśmy panią Marię do domu.
.png)
