top of page

13 kwietnia 1964


– Urodziła?...Co?... Dwóch chłopców?… Poczekaj, pomyślę…

Popatrzył na swojego kompana. Chwilę stał i się nie odzywał.

Widać było, że myśli.

– Jarek – zwrócił się do mężczyzny stojącego obok – są

bliźniaki, dwóch chłopców.

– O kurwa – odezwał się ten drugi. – Nie, to nie przejdzie…

Nie, na pewno nie przejdzie – spojrzał na swojego rozmówcę.

– Kurwa, nie, to się nie uda. To odpuść, jakoś to będzie.

– Poczekaj – przyłożył słuchawkę z powrotem do ucha

i zaczął mówić do mikrofonu – Jesteś tam?... Zrobisz tak:

wystaw kartę zgonu z dzisiejszą datą na matkę. W księgach

zapisz, że zmarła przy porodzie, że urodziła jednego chłopca…

Tak, dobrze słyszałeś, jednego. Zrób szybko pochówek

jakichś kartofli w nieotwieranej trumnie. Jutro nasza karetka

przyjedzie po dziewczynę i jednego dzieciaka … Nie, drugi

zostaje u ciebie… Sam wybierz, w końcu jesteś lekarzem. Ten

zdrowszy jest dla mnie… Tak, drugi zostaje u ciebie, może go

ktoś weźmie i też na ludzi wyrośnie… Tak, jutro około dziewiątej...

Tak, nic się nie bój my nie zapominamy tego co dla

nas robisz... Tak jak zwykle… Lepiej się nie targuj… Dobra…

No to cześć. – Odłożył słuchawkę telefonu na widełki.

– Widzisz – odezwał się znowu do mężczyzny – tak jak

mówiłem, my tutaj możemy wszystko.

– Ale, że co? Że jeden?

– No tak, jeden. Teraz będzie dobrze?

– No… sam nie wiem…?

– Zobaczysz, będzie dobrze. Ty już nic nie myśl, zostaw to

mi, ja ci to wszystko załatwię tak, że będzie cacy. Ty się teraz

tylko zastanów i daj mi jutro odpowiedź, czy mam ci załatwiać

to przeniesienie. A o resztę już się nie musisz martwić.

– Ale co z tą dziewczyną…?

– Nie bój się, nic jej nie będzie. Zaopiekujemy się nią.

– Na pewno? Bo ja bym nie chciał, żeby przeze mnie…

– Na pewno. Daję ci słowo, włos jej z głowy nie spadnie.

Naprawdę. To może też być dobra inwestycja w przyszłość.

Zobaczymy, może jeszcze kiedyś o niej usłyszysz?

bottom of page