top of page


6 listopada 2018
Ojciec Horacy wyruszył z klasztoru wcześnie rano, jeszcze przed nieszporami. Raz w roku oficjalnie pozwalał sobie na luksus opuszczenia murów zakonnych, za którymi reguła milczenia nie obowiązywała. Nie robił tego po to, żeby sobie pogadać, opuszczał zakon tego listopadowego dnia każdego roku dla pozałatwiania własnych spraw, które pozostały po tej stronie. Jego celem był cmentarz, na którym pochowano jego rodziców. Co roku w rocznicę ich ślubu przyjeżdżał tu i długo modlił s
26 lis 20254 minut(y) czytania


Kolejny fragment książki
Na spotkaniu ze starym oczywiście była gadka o tym, że pilne, że super ważne, że jak szybko nie rozwiążemy sprawy to polecą głowy, itd., itp…
A sprawa wyglądała pokrótce tak, że niejaka pani Maria, co to sprząta u pana profesora w każdą środę do południa, zostawiła u niego po robocie rękawiczki. A że na dworze było w miarę ciepło, nie zwróciła na to uwagi. Usiadła po południu przed telewizorem, żeby obejrzeć Panoramę i po prognozie pogody, w której zapowiedzieli na przyszły t
19 lis 20253 minut(y) czytania


13 kwietnia 1964
– Urodziła?...Co?... Dwóch chłopców?… Poczekaj, pomyślę…
Popatrzył na swojego kompana. Chwilę stał i się nie odzywał.
Widać było, że myśli.
– Jarek – zwrócił się do mężczyzny stojącego obok – są bliźniaki, dwóch chłopców.
– O kurwa – odezwał się ten drugi. – Nie, to nie przejdzie… Nie, na pewno nie przejdzie – spojrzał na swojego rozmówcę.
– Kurwa, nie, to się nie uda. To odpuść, jakoś to będzie.
– Poczekaj – przyłożył słuchawkę z powrotem do ucha i zaczął mówić do mikrofonu
29 paź 20252 minut(y) czytania
bottom of page
.png)


