top of page

7 listopada 2018

– Ty to już nie masz czego znajdować tylko nieboszczyka?

– rzucił Stefan do swojej żony Marii. – Mam nadzieję, że się

nie przestraszyłaś na dłużej i się odwiesisz?

Pani Maria, po powrocie z domu profesora i wstępnym przesłuchaniu

przez policję, była bardzo zamyślona i nie odzywała

się prawie do męża. Byli małżeństwem od ponad dwudziestu

lat. Maria nigdy nie była gadatliwa, co u kobiety jest cechą

co najmniej dziwną, ale Stefanowi było z tym dobrze. Nie

musiał słuchać ciągłego opowiadania o tym co się żonie właśnie

przydarzyło, mógł w spokoju obejrzeć większość filmów,

meczów, poczytać książkę, posłuchać ciszy. Trafił mu się ideał.

Pracowita, zaradna, umie gotować, lubi sprzątać, mało mówi,

mało marudzi, ma małe wymagania. Cud nie kobita. Długo

był starym kawalerem. Marię poznał przypadkiem w bibliotece.

Sięgnęli w tym samym momencie po tę samą książkę.

I do tego po kryminał. Maria lubiła kryminały. On też. Dzięki

temu mogli sobie polecać książki i je komentować. Lubili po

przeczytanej lekturze usiąść przy lampce wina i rozkładać na

kawałki treść i wątki. Czy niezbyt wydumane?, czy realne?,

a dlaczego ten czy tamten nie wpadł prędzej, że zabójcą jest X?,

że po co ta szczypta fantastyki?, czy temu podobne dywagacje

o pochłoniętej powieści.

Dzieci nie mieli. Po pierwsze, brali ślub w późnym wieku,

on miał 46 lat, ona 45, po drugie, on był impotentem, a i ona

nie pragnęła seksu. Lubili się przytulać, być blisko siebie, spać

w jednym łóżku, czuć swój zapach. Śmiali się, że seks jest przereklamowany,

a ponieważ oni nie ulegają reklamom, więc nie

będą go stosować, tak jak wielu innych wychwalanych w telewizji

leków, płynów, proszków, czy samochodów. Stać nas,

ale jesteśmy ponad to. Wyznali swoje słabości przed ślubem

i podjęli decyzję o wspólnym życiu. Czy z miłości, czy z wyrachowania,

czy z potrzeby bycia z kimś na stare lata? W każdym

razie nie żałowali tej decyzji. Było im ze sobą dobrze.

– A wiesz jak to jest – odpowiedziała Maria – śmierć i to

jeszcze w takich okolicznościach zawsze odciska na człowieku

piętno. Co innego czytać o niej i dochodzić kogo autor zrobi

na koniec szwarc charakterem, a co innego doświadczyć tego

na własnej skórze. Nigdy nie myślałam, że zabicie człowieka

to taka łatwa sprawa. Trachnąć w tył głowy i po wszystkim.

Pan profesor nie miał bardzo rozwalonej głowy. To chyba było

tylko jedno uderzenie, tak mi się wydaje. Chociaż nie wiem,

bo zaraz zemdlałam, a potem się już nie przyglądałam, tylko

uciekłam.

– I nie korciło się, żeby się rozejrzeć? Zawsze tak skrupulatnie

pilnujesz szczegółów w książkach, próbujesz rozwikłać

zagadkę kto i dlaczego zabił przed doczytaniem do końca, a jak

ci się trafił własny trup to uciekłaś.

– Mój własny trup – rzekła w zamyśleniu Maria.

– No, tak mi się powiedziało, bo to ty go znalazłaś. Chociaż

pewnie na twoim miejscu też bym dał dyla. A o co cię pytali

policjanci?

Maria zdała krótką relację mężowi. Wzięła prysznic i poszła

spać. Stefan obejrzał jeszcze wieczorne wiadomości i przytulił

się do małżonki.

bottom of page