7 listopada 2018
- Zbigniew
- 11 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
– Ty to już nie masz czego znajdować tylko nieboszczyka?
– rzucił Stefan do swojej żony Marii. – Mam nadzieję, że się
nie przestraszyłaś na dłużej i się odwiesisz?
Pani Maria, po powrocie z domu profesora i wstępnym przesłuchaniu
przez policję, była bardzo zamyślona i nie odzywała
się prawie do męża. Byli małżeństwem od ponad dwudziestu
lat. Maria nigdy nie była gadatliwa, co u kobiety jest cechą
co najmniej dziwną, ale Stefanowi było z tym dobrze. Nie
musiał słuchać ciągłego opowiadania o tym co się żonie właśnie
przydarzyło, mógł w spokoju obejrzeć większość filmów,
meczów, poczytać książkę, posłuchać ciszy. Trafił mu się ideał.
Pracowita, zaradna, umie gotować, lubi sprzątać, mało mówi,
mało marudzi, ma małe wymagania. Cud nie kobita. Długo
był starym kawalerem. Marię poznał przypadkiem w bibliotece.
Sięgnęli w tym samym momencie po tę samą książkę.
I do tego po kryminał. Maria lubiła kryminały. On też. Dzięki
temu mogli sobie polecać książki i je komentować. Lubili po
przeczytanej lekturze usiąść przy lampce wina i rozkładać na
kawałki treść i wątki. Czy niezbyt wydumane?, czy realne?,
a dlaczego ten czy tamten nie wpadł prędzej, że zabójcą jest X?,
że po co ta szczypta fantastyki?, czy temu podobne dywagacje
o pochłoniętej powieści.
Dzieci nie mieli. Po pierwsze, brali ślub w późnym wieku,
on miał 46 lat, ona 45, po drugie, on był impotentem, a i ona
nie pragnęła seksu. Lubili się przytulać, być blisko siebie, spać
w jednym łóżku, czuć swój zapach. Śmiali się, że seks jest przereklamowany,
a ponieważ oni nie ulegają reklamom, więc nie
będą go stosować, tak jak wielu innych wychwalanych w telewizji
leków, płynów, proszków, czy samochodów. Stać nas,
ale jesteśmy ponad to. Wyznali swoje słabości przed ślubem
i podjęli decyzję o wspólnym życiu. Czy z miłości, czy z wyrachowania,
czy z potrzeby bycia z kimś na stare lata? W każdym
razie nie żałowali tej decyzji. Było im ze sobą dobrze.
– A wiesz jak to jest – odpowiedziała Maria – śmierć i to
jeszcze w takich okolicznościach zawsze odciska na człowieku
piętno. Co innego czytać o niej i dochodzić kogo autor zrobi
na koniec szwarc charakterem, a co innego doświadczyć tego
na własnej skórze. Nigdy nie myślałam, że zabicie człowieka
to taka łatwa sprawa. Trachnąć w tył głowy i po wszystkim.
Pan profesor nie miał bardzo rozwalonej głowy. To chyba było
tylko jedno uderzenie, tak mi się wydaje. Chociaż nie wiem,
bo zaraz zemdlałam, a potem się już nie przyglądałam, tylko
uciekłam.
– I nie korciło się, żeby się rozejrzeć? Zawsze tak skrupulatnie
pilnujesz szczegółów w książkach, próbujesz rozwikłać
zagadkę kto i dlaczego zabił przed doczytaniem do końca, a jak
ci się trafił własny trup to uciekłaś.
– Mój własny trup – rzekła w zamyśleniu Maria.
– No, tak mi się powiedziało, bo to ty go znalazłaś. Chociaż
pewnie na twoim miejscu też bym dał dyla. A o co cię pytali
policjanci?
Maria zdała krótką relację mężowi. Wzięła prysznic i poszła
spać. Stefan obejrzał jeszcze wieczorne wiadomości i przytulił
się do małżonki.
.png)


