Gdynia rok 2018. Komisarz Tomasz Nałęcz rozpoczyna równocześnie dwa różne śledztwa w sprawach zabójstw dwóch starszych panów: profesora filologii polskiej, zamordowanego we własnym domu i zakonnika, pozbawionego życia na cmentarzu. Pierwsze ustalenia śledczych nie prowadzą do żadnego punktu zaczepienia w wyjaśnieniu przyczyn tych morderstw. Narasta presja „z samej góry” na szybkie wyjaśnienie sprawy śmierci profesora. Z braku jakichkolwiek przesłanek co do motywów działania sprawców, powstaje u śledczych idea znalezienia wspólnego mianownika w obydwu sprawach. Czy słusznie…? Dokąd zaprowadzi kryminalnych rozgrzebywanie przeszłości ofiar?
„Wiadro boleści” to historia kryminalna z nieoczekiwanym zakończeniem. Jeżeli jesteś miłośnikiem książek kryminalnych, któremu udaje się rozwiązać zagadkę po przeczytaniu kilkudziesięciu kartek, a potem czytasz tylko po to, aby upewnić się że znowu nic cię nie zaskoczy, to trzymaj się mocno. Ta książka to „nieoczywista oczywistość” – musisz ją przeczytać.
„Wiadro boleści” to refleksja nad ludzkimi postawami. Stereotypy przyklejane przez nas innym ludziom, na podstawie obserwacji ich zachowań, okazują się mylące i niesprawiedliwe. Człowieka kształtuje życie, ale czy życie kształtuje też człowieczeństwo?
„Wiadro boleści” to duża dawka humoru i satyry. Żyjemy w pewnej zbiorowości, w pewnym okresie, w pewnym miejscu. My Naród… łatwo rozgrzeszamy siebie, jeszcze łatwiej piętnujemy innych. Gombrowiczowskie „przyprawianie gęby” wysysamy z mlekiem matki i kultywujemy na chwałę Rzeczypospolitej. Nic co ludzkie nie jest nam obce, nic co inne nie jest nam dziwne, nic co niewinne… nie jest takie niewinne!
.png)
